Implozja w Zhong Guo?
- niedziela stycznia 25,2009 12:07 przed południem
- By admin
- In Uncategorized
Końcówka tygodnia przywitała nas kolejną porcją mało apetycznych wieści. Ostatecznie runął tak mocno lansowany w ubiegłym roku mit decouplingu światowej gospodarki. W momencie, gdy rozpaliły się stosy amerykańskich hipotek ekonomiści wierzyli, że ostoją spokoju będzie chiński smok. Tymczasem po raz kolejny zimnym prysznicem okazała się stara prawda, że w coraz bardziej zglobalizowanym świecie nic nie dzieje się bez przyczyny i swojego naturalnego skutku. Czyli naczynia połączone jako żywo…
Chiny w recesji? Brzmi niewiarygodnie? Bynajmniej… Wg oficjalnych danych w IV kw. ubiegłego roku gospodarka Państwa Środka rozwijała się w tempie 6,8 proc. Wydawać by się mogło, że to tempo iście astronomiczne. Tym bardziej, że u progu tego roku Chiński Kolos ma już 3 pod względem wielkości światową ekonomię. Siłami Jedynie Słusznej Partii i w czynie społecznym LUDU - PKB CHRL wyprzedziło niemieckie.
Tymczasem 2009 rok będzie poważnym wyzwaniem dla chińskich oficjeli.
W podawanej skali wzrostu PKB Chin jest jedna nieścisłość. W przeciwieństwie do pozostałych krajów rozwiniętych w Chinach mierzy się relację PKB w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Tymczasem powszechnie stosowana metoda, to pomiar względem poprzedniego kwartału i dopiero ekstrapolacja tego wyniku na bazę z poprzedniego roku. W efekcie dane Chin i reszty świata są delikatnie rzecz ujmując średnio porównywalne.
Kwestia nr 2: gigantyczne migracje ze wsi do miast w Chinach. Mądrzy ludzie wyliczyli, że tempo 6-7 proc. PKB jest niezbędne by miasta były w stanie wchłonąć i zagospodarować nadwyżkę ludności. Niższe wskaźniki to de facto stagnacja dodatkowo potencjalnie niebezpieczna pod względem społecznym. Tu jednak spieszę z uspokajającym pocieszeniem. Sądzę, że ryzyko jakichkolwiek zamieszek i buntów w Chinach jest przez zachodnich komentatorów nieco wyolbrzymiane. Pamiętajmy, że mamy do czynienia z zupełnienie odmienną mentalnością od naszej. Chiński robotnik/przedsiębiorca/rolnik - to mimo wszystko nadal w głębi duszy Konfucjanista. Czyli podporządkowany władzy, lojalny, świadomy hierarchii w życiu i znający swoje własne miejsce w kosmosie rzeczywistości. Nawet “czerwona książeczka”, “wielki skok kulturowy” i inne dziwolągi ze zwulgaryzowanym Marksem w tle nie zmieniły 2,5 tys. letniej tradycji. Nowe świeckie tradycje to można sobie konstruować na papierze, ew. ładnie sprzedają się w niezapomnianej polskiej komedii “Miś”. Trudno też oczekiwać, by piętno na chińskim społeczeństwie odcisnął zachodni konsumpcjonizm z jego wszechogarniającym relatywizmem. Tu nawet mamy twarde dowody. O ile bowiem legalizm chińskiego społeczeństwa i jego karność może być uznana za coś pożądanego dla Partii w czasach kryzysu, to z drugiej strony niechęć dla zachodniego standardu życia ma też swoje ciemne strony.
Udział konsumpcji w chińskim PKB to jedynie 35 proc. Jaki z tego wniosek? A otóż co najmniej kilka - po pierwsze potężny wpływ eksportu na PKB - i jednocześnie finansowanie dobrobytu przez eksport to ryzyko powtórki casusu Japońskiego sprzed dwóch dekad i potencjalne źródło przeinwestowania i hodowania baniek spekulacyjnych. I teraz do szeregu, kto pierwszy?: giełda? sektor bankowy - gdzie mamy państwowe molochy o potężnej kapitalizacji? rynek nieruchomości, gdzie od listopada zaczęły spadać ceny? Można tak wymieniać w nieskończoność. Idąc zaś dalej tropem niechęci do konsumpcji i oszczędzania - mamy typowy obraz Chińczyka wychowanego w tradycji Konfucjusza. On woli oszczędzać, niż wieść rozrzutne życie. Czy przy takim ekosystemie da się na trwałe zbudować ekonomiczną potęgę? Może to zbyt daleko wybiegające w przyszłość pytanie, warto jednak na chwilę nad nim się pochylić. Dopóki potęgę ekonomiczną trzeba było budować - karne społeczeństwo chińskie nadawało się do tego idealnie: do wielkich poświeceń, do potężnych kolektywnych projektów, do wielu lat wyrzeczeń. Na chińskiej pracowitości, sumienności, lojalności i jednak pomysłowości /pamiętajmy, że największe wynalazki naukowe w Europie pojawiły się właśnie za pośrednictwem Chin te 600-700 lat temu/ zbudowano w 25 lat 3. potęgę gospodarczą. De facto powtórzono sukces japoński. Tylko co dalej? Teraz niestety w sukurs nam idzie niezawodny B. Mandeville, o którym raczej na pewno mandaryńskie dzieci nie czytają w szkołach, a szkoda. Jego “Bajka o pszczołach” jest genialnym przedstawieniem, jak utrzymać dobrobyt w społeczeństwie, nie pozwolić zamrzeć koniunkturze i pozwolić kręcić się gospodarczym trybikom na wysokich obrotach.
“Matactwo, luksus, pycha bowiem
Darzą nas czymś, co jest jak zdrowie…
Splendorem nie jest cnota goła,
A więc kto o Wiek Złoty woła,
Pragnąc moralność mieć surową,
Niech ma i dietę żołędziową…
Gdzie mocarstwowe są dążenia,
Tam grzech konieczny bez wątpienia”
Czym prędzej przeciętny Chińczyk to zrozumie tym większa szansa, że Państwo Środka stanie się autentyczną potęgą. Tylko, że wtedy prawdopodobnie nie da się uwięzić myśli. Coś za coś niestety. Potrzebna jest zmiana mentalności, by utrzymać prężny rozwój Chin, zmiana mentalności to zaś również demokratyzacja. To również potężna przebudowa relacji ekonomicznych z resztą świata, a zwłaszcza na linii Chiny-USA, które do tej pory były nazywane jako Bretton Woods II. Ujmując rzecz w skrócie - American Dream z miską ryżu w tle. Czyli zaciskanie pasa za Wielkim Murem, by żyło się lepiej… po drugiej stronie Pacyfiku
Z tego już tylko o krok do wniosku, że to właśnie USA najbardziej zależy, żeby w Chinach nie doszło do jakichkolwiek demokratycznych przemian. Ale to chyba myśl na inną równie długą rozprawę.
Co zaś teraz? Prawdopodobnie recesja Chinach, bo nawyków serca /jak mawiał Toqueville/ nie zmienia się pociągnięciem pióra pod dekretem. Na to potrzeba pokoleń. Jak głęboka? Trudno bawić się w proroctwa, ale władze ChRL przewidują, że dno Chiny osiągną w drugiej połowie 2009. Powiem szczerze, że byłbym zaskoczony, gdyby tak płytko Chińczyków tylko drasnęło. Chyba, że nadal nie dostatecznie doceniam siły popytu, jaki może wygenerować państwo - jak się wydaje najważniejszy obecnie gracz na rynkowej szachownicy.
Dziś tyle, choć zapewne dałoby się znacznie więcej ująć pisząc o kraju, który jest w centrum uwagi całego świata i traktowany niemal mistycznie. Albowiem rozbijanie stereotypów i społecznej mitologii jest zajęciem nad wyraz pasjonującym
…


Oczywiście na razie przy spadku globalnego popytu, i działaniu pozostałych czynników recesyjnych problem inflacji tymczasowo zamarł, ale w przyrodzie nic nie ginie. Pora zatem już niedługo szykować się na kolejne pudrowanie amerykańskiej polityki monetarnej