Notowanie rzeczywiste

Loteria dumy narodowej

  • piątek maja 29,2009 07:42 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Dziś poznamy dane dotyczące krajowego PKB w I kw. tego roku. O dziwo, już dawno żadne dane statystyczne nie były wyczekiwane w takim napięciu jak obecnie. Trochę to chyba wina naszej przypadłości narodowej (o ile cos takiego, jak cechy swoiste danej nacji istnieją) w postaci nadmiernej dozy megalomanii.

To, że jesteśmy oazą stabilności gospodarczej na europejskim morzu (oceanie?) recesji stało się prawie takim fetyszem, jak słynne “Polska od morza do morza”. Dlatego też dzisiejsze dane GUS-u dla każdego Polaka mają wartość symboliczną - a już w szczególności w sytuacji, gdy nasi zachodni sąsiedzi zanotowali spadek o 6 proc.

Żadna szanująca się gazeta ekonomiczna nie przepuściła zatem możliwości wytypowania drogą ankiety wśród ekonomistów wysokości PKB. Każda instytucja finansowa raczyła zabrać w tej sprawie głos. Dla przypomnienia podam, że gra idzie o przedział -1 proc. do +1 proc.

Uwaga wydaje się jednak zwrócona być nie w tą stronę, w którą powinna. Tak naprawdę to, że zwalniamy jest oczywiste i nawet jeśli w tym kwartale nie “przekręcimy się na czerwono” ;) to w przyszłym kw. mamy to jak w banku. No ale tak tak, rozumiem - potem będzie ożywienie i jako jedyna duża europejska gospodarka uchronimy się przed recesją… Do tego wrócę

Statystycy GUS zostali mimowolnie wciągnięci również w kampanię przed wyborami do europarlamentu. Jeśli będziemy mieli dodatnie PKB - minister Rostowski niczym wbijanie szpilek w laleczkę vodoo mówi o 1 proc. in plus. Jeśli taki poziom osiągniemy to, jeśli dobrze odczytuje jego komentarze, to możemy spać spokojnie.

Pytanie na marginesie: Czy GPW wystrzeli wówczas podobnie, jak przy decyzji o przyznaniu nam Euro2012 ???? Nic nie jest wykluczone przy takim poziomie emocji tłumu. Swoją drogą, to byłoby całkiem miłe doświadczenie, bo znów mielibyśmy okazję poczuć się jako pępek świta - bez względu na nastroje w USA, na rynkach rozwiniętych - idziemy własną drogą. Ehhhh rozmarzyłem się, ach ten polski sen o potędze - udziela sie każdemu ;)

Na ujemne PKB jak na zbawienie czeka ekipa Jarosława. Nie żebym posądzał ją o antypolską działalność wywrotową, tylko dostarczy to dodatkowej amunicji do arsenału naboi do strzelania w (używając terminologii piłkarskiej) grający ze społeczeństwem w przysłowiowego dziada rząd (warto dodać, że na własnej połowie boiska).

W ostatecznym rozrachunku tak naprawdę będzie miało to niewielkie realne znaczenie czy znajdziemy się tuż nad, czy tuż pod kreską. Bezrobocie rośnie (czy na koniec roku dobijemy do 13 proc. - czy może wyżej); ilość niespłacanych kredytów również (pocieszmy się, że daleko nam do USA, gdzie odsetek niespłaconych hipotek to już 12 proc.). Kluczem jest odpowiedź na pytanie, czy zarówno my, jak i reszta świata zdołamy dobić w ostatnim kwartale tego roku. Wtedy dopiero będą powody do autentycznej radości

…Acz też będę z niepokojem odliczał minuty do publikacji GUS-u. Szkoda, że nie można pobiec do STS-ów i obstawić wysokości PKB. Z chęcią bym to uczynił, mając dodatkowo świadomość, że po raz pierwszy grając u bookmacherów spełnię przy okazji powinność patriotyczną. Bowiem gdy kraj w potrzebie liczy każdy grosz, tnie wydatki, szuka oszczędności, ja wielki patriota pędzę czym prędzej by wesprzeć wpływy budżetu państwa z hazardu i gier losowych. I to jeszcze w jakim zbożnym celu. Oczywiście obstawiłbym +1 proc. - jak na Polaka-patriotę przystało…

Tylko dlaczego to się nikomu nie opłaca?

  • środa maja 27,2009 05:45 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

Zaklinanie rzeczywistości trwa, pytanie pozostaje na jak jeszcze długo.

GPW tkwi w marazmie w okolicach 29-30 tys pkt. ale cały czas chce rosnąć. Podobnie też nadmuchiwane dobre nastroje trwają w najlepsze na rynkach rozwiniętych. Wszyscy oczekują, że końcówka roku to boom w gospodarce amerykańskiej.

Tymczasem od momentu, kiedy przedstawiałem wizje z zakresu: “skąd te wzrosty?’ nadal nic nie uległo zmianie.

W USA cały czas spadają ceny nieruchomości - wczorajsza publikacja indeksu S&P Case Shillar (ceny w 20 największych miastach USA) to znów w dół.

Liczba nowych bezrobotnych co tydzień powyżej 600 tys. osób. Przy tak szybkim tempie bezrobocia powstaje pytanie, kiedy oni będą te swoje kredyty spłacą i w jaki sposób. Skoro tak źle jest na rynku pracy, to skąd optymizm w sektorze finansowym. Czy 75 mld, które zostało zapisane w stress teście wystarczy? To tak jakbyśmy ponawiali pytanie czy Plan Paulsona wystarczy - wówczas nie wystarczył - co teraz…

Najciekawsza jest jednak inna kwestia. Okazuje się, że wszelkie wskaźniki kryzysowe pokazują niski poziom premii za ryzyko dla naszego regionu - TED Spread-y, różnice w rentowności obligacji itd. Co to de facto oznacza? Ano tyle, co dotychczas wszyscy powtarzają, tylko wcale nie jest to rewelacyjna wiadomość dla naszej giełdy. A mianowicie nie jest tajemnicą, że jako pierwsze poprawę kondycji finansowej mają odczuć spółki amerykańskie. I co w związku z tym? Europa zostaje w tyle, a rynki emerging markets (może oprócz Chin) tym bardziej. Wniosek z tego jest prosty - przynajmniej teoretycznie nasze akcje wcale nie są atrakcyjne. Zdecydowanie większy popyt, jeśli prognozy analityków okażą się słuszne - czeka walory spółek amerykańskich. Warto przy okazji obserwować Bank of America. Ponoć ma najlepszą kondycję z całego sektora bankowego w USA. Dlatego może być to dobra wyrocznia dla reszty branży.

A u nas z fusów wychodzi, że marazm w najlepszym wypadku, no bo kto to kupi…
Na razie kupowali jak szaleni, korekta płytka, no i wszyscy czekamy na dalszy rozwój sytuacji. CASE ostatnio obniżyła szacunki dla polskiej gospodarki do okrągłego zera na ten rok, my zaś czekamy na dane PKB za I kw. Na pewno jeszcze będziemy na plusie…

Tylko co ciekawe, okazuje się, że premiowani mogą być nie ci, którzy teraz trzymają się dobrze, tylko ci którzy pierwsi wyjdą z kryzysu. Przy braku jakiegokolwiek działania antykryzysowego przez nasz rząd, trudno oczekiwać cudów. Natomiast trzymanie w krabach wydatków publicznych, to co najwyżej droga do schładzania gospodarki - którą tak dobrze znamy z przeszłości.

I na zakończenie jeszcze jedno pytanie: dlaczego znowu rośnie złoto? niby niepozornie, mozolnie - ale od ubiegłego miesiąca już 10 proc. i przekroczyło 950 USD za uncję. Czyżby coraz silniejsze ryzyko wysokiej inflacji? I zauważmy, że złoto ruszyło ,gdy wyhamowała giełda, bowiem wcześniej szczyt obserwowaliśmy w połowie lutego pokrywający się dokładnie z minimami na rynkach akcji.

Wirtualna Giełda 2.0

  • piątek maja 15,2009 09:50 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Dawno nie było wpisu. My apologise. Wstyd się przyznać, ale z tropiciela rynkowych absurdów przepoczwarzyłem się w tropiciela informatycznych bugów. Może i efekty podobne, ale jakże odmienna poetyka. Pracujemy nad nową wersją Wirtualnej Gry Giełdowej.

Poprzednia to mechaniczne odwzorowanie ostatniej ceny na rynku i dlatego można było na hurrrra kupować akcje Sobieskiego, 04Pro czy innych “spółek płynnych” za całą dostępną wirtualną gotówkę.
czas był powiedzieć temu procederowi BASTA!.

Nowy mechanizm to odwzorowanie transakcji realnie występujących na GPW. Uznałem, że taka formuła znacznie bardziej przybliży naszym użytkownikom to jak wygląda codzienna harówka giełdowego inwestora. Że trzeba czekać jak się kupi śmieciowe akcje i kisi się je portfelu niemiłosiernie długo, no bo kto to kupi? że jeśli spółka XYZ poda, że zarobiła grube miliony, ale nie znajduje się w zainteresowaniu popularnej spekuły, to można ją sobie 4 dni kupować etc.

No i poza tym głęboko wierzę, że skończą się zyski rzędu 10-krotności środków posiadanych na dzień dobry. Oczywiście zawsze mogę wpaść z samouwielbienie, że gdzież nam do osiągnięć “Onetowców”, czy “Resselowców”, ale akurat patrzenie na konkurencję nie prowadzi do niczego. W internecie trzeba być krok naprzód, a nie małpować zastane pomysły. Choć akurat w naszej polskiej rzeczywistości taka droga jak do tej pory sprawdza się najlepiej.

My mamy misję wprowadzania czegoś nowego. Pozwalać userom uczyć się (nie na zasadzie wystepowania jako guru rynkowi - tylko my dajemy im narzędzi, oni sami swoim talentem i pracą podnosząswój poziom), zapewniamy rozrywkę, szczyptę rywalizacji oraz stały kontakt z nami, jeśli potrzebują pomocy.

To wizjonerstwo, które może uchodzić u kogoś za śmieszne, a może powiecie, że w tym momencie popadam w nadmierny patos.
Jednak na przykładzie Wirtualnej Giełdy: gdy widzę, jak ślicznie aktualizuje mi się stan portfela, historia zleceń oraz aktywne zlecenie po kupieniu każdej kolejnej paczki akcji, jak uśrednia się cena, akumuluje ilość akcji - to serce roście… ;)

Tak na poważnie, to autentycznie uważam, że na koniec maja - po wprowadzeniu niezbędnych poprawek, usprawnieniu systemu i uwzględnieniu wniosków użytkowników będziemy no. 1 na rynku pod względem funkcjonalności. Na jakiś czas oczywiście, bo konkurencja nie śpi. Pocieszę jedynie, że nie zasypujemy gruszek w popiele i już są pomysły, by rozwijać projekt dalej.

Bankowe tsunami?

  • czwartek kwietnia 30,2009 10:05 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

Zaczęło się…

Po zaskakująco słabej TP-sie wczoraj wyniki opublikowały pierwsze banki. BPH zanotował przeszło 30 mln stratę, BRE pokazało zysk mniejszy o ponad 70 proc. od ubiegłorocznego. Było to i tak zdecydowanie lepiej niż przewidywał dla instytucji kierowanej przez Grendowicza konsensus rynkowy…

Prawdę o tym na co stać sektor bankowy pokażą dopiero wyniki największych - czekamy na Pekao S.A. i PKO BP - jednak już po obecnych wynikach widać, że w tym roku będzie ciężko.

Pierwsze wnioski na gorąco:

Przede wszystkim skończyła się manna płynąca z portfeli hipotecznych. Sprzedaż kredytów mieszkaniowych zdecydowanie spadła i de facto mamy obecnie pustynię w tym segmencie. Marże kredytów w złotówkach to ok. 4 proc., dla franka wynoszą ok. 3,5 proc., dla Euro 2,5 proc.. Do tego musimy doliczyć jeszcze WIBOR w przypadku kredytów w polskiej walucie (ok. 4,2 proc.) oraz LIBOR dla kredytów w walutach zagranicznych. Cóż z tego, że są tańsze - skoro po pierwsze - wiele banków wycofało oferty we frankach całkowicie ze swojej oferty, po drugie nawet tam gdzie są one dostępne de facto przeciętny klient nie ma możliwości zaciągnięcia takiego kredytu . Wróble ćwierkają, że aby wziąć kredyt hipoteczny w CHF w Deutsche Banku trzeba mieć dochody miesięczne netto około 10 tys zł…. Nie wymaga to raczej żadnego komentarza. Tak więc mamy hipoteczną pustynię…

Co w zamian? Banki masowo wciskają klientom karty kredytowe. Tylko, czy w ten sposób nie kopią pod sobą grobu? Dość łatwo można przewidzieć, że pogorszenie sytuacji na rynku pracy (oczekuje się, że w tym roku bezrobocie sięgnie 12-13 proc.) - zwolnienia, bądź cięcie wynagrodzeń przełoży się również na zdolność Polaków do regulowania zobowiązań względem banków.

Na początku roku analitycy zastanawiali się, czy poziom NPL (kredyty nieregularne) przekroczą 5 proc. Teraz jest to już pewne. Na koniec marca mieliśmy 4,8 proc. dla całego sektora, przy gwałtownym wzroście w przypadku firm /wiadomo - opcje walutowe/. Do końca roku możemy spodziewać się dalszego dynamicznego wzrostu i już niedługo pewnie gospodarstwa domowe też przyspieszą w kontekście psucia portfela kredytowego banków.

Zatem należy spodziewać się, że to, co obserwujemy na przykładzie BPH, czy BRE będzie kontynuowane, a nawet się nasili. Mam na myśli zawiązywanie wysokich rezerw na poczet niespłacanych kredytów. Trudno się dziwić, jeśli tak mocno szafuje się kartami kredytowymi - choć to akurat kropla w morzu.

Na pewno pomóc może stabilizacja i stopniowe umocnienie złotówki, jednak nie przeceniałbym wagi tego zjawiska.

Konkludując: Hipoteczna pustynia, wysokie rezerwy na coraz gorszy standard portfela kredytowego, drogie finansowanie zewnętrzne (waluty obce) - czy będzie, jak wspomniał prezes PKO BP J. Pruski strata sektora bankowego w 2009 roku? Na pewno oznaczałoby to szok i przy takim scenariuszu obecnych wycen rynkowych banków na pewno nie da się utrzymać…

Wagony z forsą nie uciekną

  • niedziela kwietnia 19,2009 10:27 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

Media otrąbiły hossę. Fundusze inwestycyjne dają ponownie zarobić, giełda mlekiem i miodem opływa. Tak jak do niedawna straszyły niedźwiedzie nastroje, tak odkąd zabrano lodowego Misia spod siedziby GPW - do łask powróciły nasze poczciwe giełdowe MIS-ie. Tych, którzy płaczą, że pociąg im odjechał pospieszę uspokoić. To jeszcze nie hossa…

Czekamy na wyniki za I kwartał, o ile nos mnie nie myli będzie płacz :)

1) Po cichu wszyscy liczą, że zaskoczą eksporterzy w związku ze słabym złotym. Tylko jak mają zaskakiwać skoro utopili w opcjach… Zresztą problem jest dużo bardziej złożony, by go w szczegółach opisywać - wystarczy hasłowo:

A) Spadek konsumpcji - mimo wszystko sadzę, że Polacy jednak zaczęli znacznie bardziej kurczowo trzymać się za kieszenie (widmo bezrobocia, drogie kredyty etc.)

B) Problemy firm z kredytami - w całą siłą ujawni się to w II kw., jednak silne symptomy powinny już pokazać zbliżający się sezon

C) Wielką niewiadomą pozostaje fakt, jak mocno rozczarują banki - w porównaniu z rekordowymi ubiegłymi latami, może być gorzka pigułka od przełknięcia dla inwestorów. Tym bardziej, że przedstawiciele największych podmiotów ostrzegają…
prezes BZ WBK M. Morawiecki o nadciągającym bankowym tsunami
przes PKO BP J. Pruski - możliwa strata sektora bankowego w 2009
Zaskakujące? Bynajmniej…

2) Sell in may and go away - powiada stara giełdowa prawda. Czyżby w tym roku miała nie zadziałać? No jakże to… Ludową mądrość zawsze trzeba szanować

3) Wzrosty na GPW napędzały banki i spółki deweloperskie: WIG-Banki wzrósł o 50 proc., WIG-Deweloperzy o prawie 60 proc. Zarówno w pierwszym przypadku (co widać powyżej), jak i w drugim fundamenty nie uzasadniają zwyżki. Wydaje się, że nadzieje rozbudzone w lutym , ostatnie dane GUS-u dotyczące koniunktury w budownictwie skutecznie rozwiały. Aha - zapomniałbym dodać. Drągowski nie wchodzi w skład WIG-Deweloperzy, to tak, żeby nie było złudzeń…

4) Giełda wyprzedza fakty w realnej gospodarce z wyprzedzeniem półrocznym (mniej więcej). Śmiem wątpić, że recovery osiągniemy tuż po wakacjach

5) Początek hossy rodzi siew reguły w bólach ;) kiedy już wszyscy stracą nadzieję na wzrosty. W sytuacji, gdy najmocniej urosły małe i średnie spółki trudno tu mówić o powszechnym zniechęceniu. Ten segment rynku, przy niskiej jego płynności to raczej efekt działań spekulacyjnych - ergo inwestor indywidualny

6) U kresu bessy wytrawni inwestorzy kupują fundamenty. Czy ostatnie półtora miesiąca to kupowanie fundamentów? Czy raczej spekulowanie sukcesywnie na kolejnych spółkach deweloperskich

7) Czy hossę zaczną wzrosty na New Connect? W obliczu tego co napisałem powyżej uznajmy, że jest to pytanie retoryczne

Jako, że siódemka od zarania dziejów uważana była ze cyfrę magiczną, zadowolę się wyliczeniem li tylko tylu zastrzeżeń do piewców nowej hossy. Rynek zaskakuje, ale kogo ma zaskoczyć teraz, skoro już wszyscy kupili akcje?

Dla metodologicznej uczciwości - nie leczę kompleksów ze względu na nie zaopatrzenie się w akcje. Hossa będzie trwać, zdążę, nawet jeśli tak wygląda jej początek, czego zresztą wszystkim szczęśliwym posiadaczom życzę. Swoją drogą dla Investu to hossa na giełdach mogłaby trwać wiecznie. Jako, że i tak państwo steruje teraz gospodarką (casus USA) - to może niech w Nowym Jorku specjalnym dekretem ogłoszą paradygmat HOSSY po wsze czasy.
By żyło się lepiej. Wszystkim…

Czas na Hos(s)annę

  • poniedziałek kwietnia 6,2009 03:16 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Sky is the limit mogliby rzec co bardziej w gorąćej wodzie kąpani inwestorzy po ostatnich wyczynach byków na krajowym i zagranicznych parkietach.

Ustalmy zatem na wstępie kilka faktów, bo stricte wpis będzie z przekąsem droczył się z “nową hossą” - a raczej eksperymentem, który nie wiadomo czym zdoła się zakończyć.

Na wstępie jednak kilka kwestii czyszczących przedpole:

Przede wszystkim pod względem technicznym mamy hossę. Wszelkie statystyczne miernik wskazują na to, że doszło do odwrócenia trendu (oczywiście zostaje logika, że jeśli banki amerykańskie straciły 90 proc. swojej wartości to wzrost o ponad 20 proc. nie jest żadnym oszałamiającym osiągnięciem, a jednak…)

Ponadto gospodarka wykazuje pierwsze symptomy recovery - z jednej strony coś jakby drgnęło w amerykańskim sektorze nieruchomości, ponadto rosną zamówienia, czy przełoży sie to na produkcję przemysłową za kilka miesięcy? zobaczymy. U nas zaś na krajowym podwórku niezmiennie od paru miesiećy rośnie wskaźnik wyprzedzający koniunktury, który informuje o stanie gospodarki za około 6 miesięcy.

Cóż dalej? W USA rekordowe bezrobocie, i nie dość że nadal rośnie, to na dodatek lawinowo. Tu jednak ostrożnie - rynek pracy to zawsze pokłosie zjawisk kryzysowych, więc odbicie w gospodarce nastąpi wcześniej niż stabilizacja na rynku pracy. Na logikę sensowne.

A teraz ad meritum. Co skłania mnie do stwierdzenia,m że jednak przed nami wzrosty? Nie mówię, że dziś, jutro za miesiąc. Moja prognoza jest niezmienna. Uważam, że na hossę poczekamy do okresu powakacyjnego, jednak zachowuje pokorę wobec rynku - na pewno mnie zaskoczy.

Kluczem do zrozumienia nowej hossy jest czwartkowa decyzja FASB (Financial Accounting Standards Board - standardy rachunkowości).
W największym skrócie i najprostszym językiem. Od najbliższych wyników finansowych kwartalnych sektor finansowy zostanie wyłączony z nadzoru rynkowego. Banki same będą sobie ustalać wyceny aktywów, a niech Broń Boże ktoś odważy się poddawać w wątpliwość tego typu rozliczenia. W razie czego przecież agencja ratingowa potwierdzi - przecież ich nie zreformowali - działają wg starych zasad, czyli to bank płaci za rating dla siebie, a nie strona trzecia - podjąłem ten element w jednym z poprzednich wpisów.

A teraz w jeszcze większych szczegółach. W czym rzecz? pisząc hasłowo: fair value zamiast mark-to-market. Czyli zamiast wyceny rynkowej będziemy mieli słuszną (realną wartość) aktywów. Teoretycznie cel jest taki, by nie dochodziło do załamań takich, jak chociażby na jesieni 2008, kiedy to nad przepaścią stanął globalny sytem bankowy - bo panika wywołał gwałtowny wzrost premii za ryzyko.
Czyli jednak rynek nie potrafi sam wycenić realnej wartości aktywów? To pierwszy wniosek. Drugi jest taki, że model homo oeconomicus, cżłowieka racjonalnego, bądź chociażby z ograniczoną racjonalnością legł w gruzach. Z resztą teoretycy starają się żenić już nowe idee naprędce dostosowując do obecnych realiów. Triumfy święci bowiem coraz prężniej rozwijająca się ekonomia behawioralna (ostatnio Akerlof i Shiller - zwłaszcza ten pierwszy uznany tuz ekonomii, popełnili książkę o znamiennym tytule: “Animal Spirits: How Human Psychology Drives the Economy, and Why It Matters for Global Capitalism” - czyli triumfy święci myśl przewodnia naszego bloga). Ale nie w tym rzecz.
Trzeba odpowiedzieć sobie bowiem na pytanie co stanie się, gdy zdejmiemy kolejny mechanizm kontrolny. Tyle mówi sie przy walce ze skutkami i przyczynami obecnego kryz su o niedostatecznej kontroli. Chce sie ująć w karby hedge funds, venture capitals, wyrugować investments banks a to powyższe… Przecież to nic innego, jak tworzenie złtoej klatki dla banków, które będą sobie wyceniać aktywa i w bilansach zapisywać uznane wartośći. To jeszcze lepszy majstersztyk niż off balance-sheets (czyli rozliczenia poza bilansowe, które były stosowane do wybuchu kryzysu na zasadzie tworzenia przez banki tzw. wehikułów inwestycyjnych (tzw. SIV) i tam pakowanie ryzykownych przedsięwzięć (inwestycji) - zasada była prosta, jeśli sie uda i przy ogromnych lewarach zarobimy krocie - wówczas spijamy śmietankę, jeśli zaś nie… wówczas zamiatamy sprawę pod dywan. Do pewnego czasu się dało. Co było potem każdy widział.
To jest nawet lepsze niż wzajemna symbioza agencji ratingowych i wielkich banków - o czym napisałem wyżej.

To abosultnie nowa filozofia, a zarazem przekreślenie wolnego rynku w jego sercu, czyli w bilansach instytucji finansowych. Owszem ulży to wynikom kwartalnym rozleje się na cały świat, bo przecież europejskie instytucje nie będą chciały zostać w tyle. Zresztą, do wyników za I kw 2009 nie zdążą, bo one już za miesiąc - więc przekonamy się jak wyglądają różnice w bilansach instytucji amerykańskich po tej zmianie, a jak europejskie przed. Tak czy inaczej tworzymy nowy ład gospodarczy, niby bardziej odpowiedzialny, przejrzysty - a okazuje się, że powstaje zarazem taka wyrwa, której trudno będzie przeskoczyć… Jak obróci się to przeciwko pomysłodawcom i kiedy…
Można snuć domysły, na razie zostawiam z problemem - bo ideą było naświetlenie kluczowej zmiany, która może przywrócić wiarę w rynek. Tylko czy rzeczywiście tędy droga?

Śmiem wątpić…

Drągowski a teoria kasyna

  • piątek kwietnia 3,2009 03:37 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

Tak, tak, będzie o Drągowskim. Miała być seria o majstersztykach hossy - ale jakże nie zacząć o czymś co obserwujemy na własne oczy i przecieramy je ze zdumienia.

AD Drągowski zaczął pląsy z giełdowymi inwestorami pod koniec września, ale warto sięgnąć jeszcze wcześniej. Pod koniec czerwca planowana była oferta 5 mln akcji Drągowskiego w przedziale cenowym 3-4 zł. Jak łatwo sobie przeliczyć na rozwój firma chciała pozyskać około 15-20 mln. Cele sprecyzowane jasno, informacje o silnej pozycji na rynku i… chętnych brak :) Komunikat pełen sofizmatów, ze aż pozwolę sobie przytoczyć:
“Ze względu na pogłębiająca się niekorzystną sytuację na rynkach finansowych i jej wpływ na dotychczasowy przebieg oferty publicznej, której efekty nie zapewnią realizacji strategii firmy zaprezentowanej w prospekcie emisyjnym, Zarząd Emitenta na podstawie upoważnienia Uchwały nr 2 z dnia 7 listopada 2007 NWZA AD.DRĄGOWSKI S.A. w dniu 17 czerwca 2008 roku podjął Uchwałę o odstąpieniu od emisji Akcji Serii C.”

“Zdaniem Zarządu Emitenta nie mógł on przewidzieć nagłego załamania rynku finansowego w Polsce, który w okresie od daty publikacji Prospektu emisyjnego do daty niniejszej uchwały obniżył notowania o około 10%, co spowodowało dalsze obniżenie wartości spółek giełdowych. Emitent nie mógł przewidzieć gwałtownego zmniejszenia popytu na rynku giełdowym, który nastąpił w okresie ostatnich kilku tygodni, już po rozpoczęciu zapisów na akcje. Zmniejszenie popytu dotyczyło wszystkich inwestorów giełdowych w tym funduszy inwestycyjnych. Emitent nie mógł przewidzieć gwałtownego wzrostu dochodów z lokat bankowych, które w okresie trwania oferty proponowane są przez banki nawet w wysokości 8% w skali rocznej. Emitent nie wyklucza, że wzrost dochodów z lokat bankowych spowodował umarzanie jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, które w takiej sytuacji zmuszane są do sprzedaży akcji. Emitent nie może obecnie określić jednoznacznie, jakie konkretne przyczyny spowodowały pogorszenie koniunktury na rynkach finansowych, nie można jednakże
wykluczać wpływu gwałtownego wzrostu cen giełdowych ropy naftowej na rynkach światowych (kilkadziesiąt procent w krótkim okresie czasu) i powstania obawy o wzrost kosztów utrzymania oraz wzrost kosztów działalności gospodarczej. Istotne znaczenie dla oceny sytuacji na rynkach finansowych ma zapowiadany wzrost inflacji wynikający ze wzrostu kosztów, pogorszenia koniunktury na rynku surowców energetycznych (wzrost cen ropy naftowej). Opisane powyżej okoliczności w sposób nagły i nieprzewidywalny spowodowały odejście inwestorów od rynku giełdowego oraz zmniejszenie działalności inwestycyjnej i negatywny wpływ na rynki finansowe. Emitent jest przekonany o przejściowym charakterze opisywanej sytuacji i z tego powodu zmuszony jest podjąć decyzję w sprawie odstąpienia od emisji nowych akcji serii C.”

Jeszcze w czerwcu tego roku prezes Łukasz Drągowski (pisze pełnymi danymi, co by nie pomylić nikogo z rodzinnego biznesu ;)) zakomunikował, żę firma jest liderem rynku:

“Jesteśmy największą firmą obracającą nieruchomościami mieszkalnymi w Polsce”
Jakie zaś lider rynku osiąga wyniki? U szczytu koniunktury, czyli za 2007 rok zysk wyniósł 1,082 mln zł.
Prześledźmy etapami:

Spółka C/Z 03.04.09 C/Z 29.09.08 C/Z 26.06.08
BBI Development n/d n/d 12,1
Dom Development 4,6 3,0 4,6
Echo 31,7 29,8 28,1
Gant 211,3 120,2 2,3
GTC 19,8 13,0 n/d
JW Construction 8,3 6,8 4,2
LC Corp 10,3 6,2 8,2
Polnord 13,2 9,7 5,8
Ronson 11,5 8,8 12,3
Triton 117,8 92,0 3,4
TUP 5,7 2,9 9,9
Reinhold n/d n/d n/d
Drągowski 16 696,40 39,8 25,9

Źródło: Metastock data; Serwis ekonomiczny Rzeczpospolitej; obliczenia własne

Jest czerwiec 2008. Mamy 9,35 mln akcji + planowane 5 mln do wyemitowania, co daje łącznie C/Z na poziomie 39,65 przy cenie emisyjnej. Porównajmy sobie wszyscy na tle branży te osiągnięcia. Ja zadam pytanie, jaki sens wchodzić w ofercie pierwotnej (mówię o czerwcu), kiedy na giełdzie dostanę spółki z branży z tradycją i bez takiej premii za złotówkę zysku. Jak się okazało potem premia ta była całkowicie nieuzasadniona (wyniki 2008, a przynajmniej zysk netto - szczegółowo w księgi im nie zaglądałem :P), no chyba, że ktoś sobie kupuje Drągowskiego do następnego szczytu hossy. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że Ci, którzy się zapisali w czerwcu robili to, by trzymać Drągowskiego ładnych kilka lat, bo przecież firma będzie się rozwijać. Na razie nie widzę tego po wynikach.
Wrzesień - bez 5 mln akcji, za to w rodzinie siła. Free float tak malutki, że aż dziw, że można taki rodzinny biznes nazwać spółką publiczną. Można było dopuścić do obrotu? Wygląda na to, że tak, skoro KNF zatwierdził prospekt, a GPW dopuściła do obrotu. Tylko czy my powinniśmy mieć instytucje badające formalną stronę, czy może trochę też wyobraźni. Albo jasne reguły. Niech, jeśli już chcą wchodzić na giełdę, to niech upubliczniają co najmniej 15-20 proc. akcji, a nie sprzedają przed wejściem 70 tys akcji innej osobie prywatnej (wrześniowy casus Lecha Drągowskiego). A przy okazji zapytanie? Po co wchodzić na GPW, jeśli nie ściągamy kasy z rynku? Rozumiem koncepcję dual-listingu, jeśli spółka jest notowana równolegle, ale tak… Dla prestiżu only? Niby takie oficjalne stanowisko, ale sprawa na odległość śmierdzi. Wskaźniki już nieco bardziej wycyzelowane, ale to co stało się później można sobie zaobserwować. Zresztą podany wskaźnik przy 29.09 jest liczony wg ceny otwarcia, na close było 8 zł, a to już dawało C/Z 65,9.
Jedno słowo metodologii: C/Z oznacza, ile jesteśmy skłonni zapłacić za złotówkę zysku spółki. Czyli w efekcie jak mocno cenimy perspektywy rozwoju firmy, sektora etc. “Zdrowe” C/Z w czasach stabilnego rozwoju koniunktury ocenia się na 15. W czasach bessy należy szukać spółek o C/Z poniżej 10. Tyle teoria. Praktyka bywa różna, ale Drągowski przechodzi sam siebie.
A to co ostatnio? Władze spółki nie wiedzą co się dzieje, dlaczego tak wzrosło. W styczniu odwołano prezesa, dlaczego? nie wiadomo - taki jest biznes, oficjalne tłumaczenie…

Na zakończenie zamiast podsumowania komentarz forum Onetu pod artykułem o emisji Drągowskiego:
(2008-06-19 17:02) ~biuro stara chata
WCHODZĘ NA GPW
kto jest zainteresowany zakupem moich akcji ??

Taki jest biznes… GRatulacje dla tych, co zdążyli sprzedać. Zamieszanie również na naszej Wirtualnej Giełdzie. Po szczegóły odsyłam do RANKINGU, TEMATU NA FORUM i oczywiście zachećam do śledzenia OFICJALNEGO BLOGA GRY GIEŁDOWEJ - również na tapecie, jakżeby inaczej DRĄGOWSKI.

A jednak teoria spiskowa

  • piątek marca 27,2009 03:44 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

A jednak spekulowali i to na ogromną skalę chciałoby się rzec po tym, co przed paroma godzinami podał PAP:

“Fundusz inwestycyjny należący do miliardera George’a Sorosa został ukarany grzywną w wysokości 489 mln forintów za próbę manipulacji ceną akcji największego banku na Węgrzech - OTP Bank.”

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6434283,Soros_przeprasza_za_atak_na_wegierski_bank.html

Goldman chociażby aktywnie manipulując rekomendacjami na polskiego złotego - ale to już przerabialiśmy.

Co zaś do Sorosa - to się nazywa idealista, innemu już by się nie chciało. Na początku lat 90. wyrzucił Wielką Brytanię z przedsionka strefy Euro z mechanizmu ERM, następie przeprowadził nieudany atak spekulacyjny na franka /nieudany w zakresie wypchnięcia Francji z ERM/ jednak koszty francuska gospodarka zapłaciła ogromne. Po drodze kryzys azjatycki i tajlandzki baht a potem aktywność rozwinęła skrzydła. Tuż przed wybuchem kryzysu rosyjskiego zakomunikował, że ze względu na problemy strukturalne gospodarki rosyjskiej kraj stoi na progu bankructwa. W przypadku Sorosa takie słowa to samospełniające się proroctwo. Odpływ kapitału zagranicznego, upadki banków, bankructwo. Pytaniem retorycznym byłoby co wówczas robił jego Quantum Fund. Zatem nie wymaga to odpowiedzi.

Wracając do obecnych realiów. Pierwszy dowód na skoordynowaną mniej lub bardziej akcję mającą na celu deprecjację walut w regionie. Podnoszone jako strukturalne problemy gospodarek krajów regionu: wysoki poziom deficytów budżetowych, uzależnienie od zewnętrznego finansowania, to jedynie preteksty, które jakoś nikomu nie przeszkadzały w warunkach kwitnącej akcji kredytowej.
Nie ulega wątpliwości, że po tylu latach znakomitej koniunktury spowolnienie gospodarcze w regionie i tak by nastąpiło jednak fundusze hedge oraz banki inwestycyjne z krajów rozwiniętych zgodnie recesji (nie tylko spowolnieniu) w Europie Środkowo-Wschodniej pomogły.
Nie jest tu wyjątkiem nasza epopeja związana z opcjami walutowymi. Zresztą pretekst był prosty. Pewnie obecnie mało już kto to pamięta, ale w sytuacji gdy złotówka kosztowała w okolicach 3,3 za euro i testowała barierę 2 zl za usd wówczas kandydat na wiceprezesa NBP W. Koziński zasugerował interwencję na rynku walutowym celem osłabienia zbyt silnego PLN. Spotkało się to z tak gwałtowną reakcją środowisk “ekonomicznych” w obronie mechanizmu rynkowego, że trudno obwiniać przedsiębiorców za to, że uwierzyli w trwale umocnienie złotówki i brali opcje.
W niektórych wpisach poniżej krytykowałem spec-ustawy opcyjne (w zakresie strat krajowych przedsiębiorstw na niekorzystnych opcjach walutowych) etc. i nadal tak twierdzę. Jednak w zakresie szukania winnych, to raczej nie banki inwestycyjne, tylko klimat żelaznego betonu neoliberalnego myślenia śmietanki ekonomicznej w tym kraju a nie zagraniczne instytucje finansowe. Przypomnijmy sobie :)

A to jak działa mechanizm rynkowy, gdy w niego nie ingerować przykład węgierskiego banku OTP pokazuje aż nad wyraz dokładnie.

Przy okazji zapraszam na nasz krajowe podwórko - KNF będzie walczyć z beneficjentami wzrostu Drągowskiego?

http://forum.invest24.pl/akcje-gpw-f7/ad-dragowski-t1827.html

Pułapki euforii hossy (nieprędko wrócą)

  • piątek marca 27,2009 07:59 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Tytułowe pułapki można też określić jako majstersztyki poprzedniej hossy. Do każdego potrzebny jest też koncept, czy jak mawiał mistrz Onufry Zagłoba - dowcip. I rzeczywiście autorzy wykazali się taką wyobraźnią, że pociągnęli za sobą tłumy.
By czasem komuś łezka w oku się zakręciła wspominając jak drzewiej to bywało, postanowiłem stworzyć prywatny ranking najbardziej efektownych “pułapek” euforii hossy. Każdy przypadek ma swój niepowtarzalny urok, większość z Was na pewno pamięta klimat tamtych czasów, co wówczas siedziało w rozpalonych głowach inwestorskich obserwując gorączkę złota. To właśnie te sytuacje, które nieprędko powrócą, gdy liczyć się coraz bardziej zaczną fundamenty. Warto jednak ku przestrodze, ku przypomnieniu, ku upamiętnieniu powrócić do tych czasów, gdy wagony z forsą jeździły po drogach co drugiej spółki notowanej na GPW.
Generalnie całą kwintesencję projektów można ująć w kilku oklepanych konceptach: zmiana strategii spółki, zmiana działalności, tajemniczy strategiczny inwestor z walizką pełną dolarów i głową pomysłów, co jeszcze lepsze zapowiedź owego tajemniczego inwestora, którego nikt nie widział i o którym nikt wcześniej rzecz jasna nie słyszał. Idąc dalej w las - zbijanie kapitału na systematycznym podnoszeniu prognoz wyników, a jeśli już udało się je zrealizować a co lepsze przekroczyć, wówczas dyskontowanie tego zapowiedzią nowej emisji akcji - cele można wybrać z katalogu zdanie wcześniej.Jeśli już zbyt wysoko do nieba wystrzelił kurs spółki, wówczas splitujemy dla większej płynności (obowiązywała ta zasada nawet wtedy, gdy jeszcze nie urośliśmy, acz planujemy) wszyscy będą chcieli kupić, przecież jest tanio. Do tego dochodzą jeszcze dziwne emisje pierwotne spółek z zaskakującymi cenami emisyjnymi, informacjami w prospekcie - można wybierać w szerokiej gamie.
Oto prywatny ranking:
10. Atlantis, FON (2008 rok)
9. Emisja Wojasa (2008 rok)
8. Imperium Moski (Lubawa, LZPS, Lentex) 2007 rok
7. Emisja Arcus (2008 rok)
6. Emisja LC Corp (2007 rok)
5. Hutmen (2006 rok)
4. Karkosiki (od 2005)
3. Toora (2007/2008)
2. PC Guard (2005 rok)
1. Leasco (2006-2007)

“Panie premierze ratuj, bo giniemy”

  • poniedziałek marca 23,2009 03:40 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

“Tu zdarzył się wypadek, który poruszył wszystkie serca: niewiasta w żałobie zbliżyła się do ołtarza i rzucając pod nogi księcia złote ozdoby i klejnoty klęknęła przed nim i szlochając głośno, wołała:
- Mienie ci nasze przynosim! Życie oddajem w twe ręce, ratuj! ratuj, bo giniemy”.

Zakrzyknęli i zgromadzili się tłumnie na krużgankach przy Wiejskiej, gdzie Obrońca uciśnionych i jego dzielna załoga potępiła w czambuł faryzejskie frazesy o tym, że “dura lex, sed lex”, nieco nowsze - “rynek dyskontuje wszystko”, czy wreszcie o wiarygodności Najjaśniejszej Rzeczypospolitej w świecie.
Rozdarł szaty i zakrzyknął - “Nie bluźnijcie - tu oto u progu Sali Kolumnowej legnę niczym Rejtan, by powaga Majestatu wybrańców Narodu tropiła oszustów i złodziei”.
Przywiodły ich tam zatem piękne hasła - “niech prawo działa TU i TERAZ - niech pokaże kto był tą strukturą, które (nie ma literówki) zamiast nam pomóc, nas zwyczajnie okradły.” Na pohybel im chciałoby się rzecz…

Drobny wtręt dla zobrazowania sytuacji: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6410412,Przedsiebiorca_do_Pawlaka__Panie_premierze_ratuj_.html

I taka refleksja nachodzi - gdzie byli Trybuni Ludu, gdy krew lała się na parkietach dożynając watahy inwestorów? A byłoby o co utyskiwać. I o to, że nie wprowadzono spec-ustawy adversus bessum; i o to, że nie powstał specjalny fundusz pomocy doświadczającym suszę inwestorom.

A czasy były równie ciekawe. Ostatnie dwa lata hossy (2006-2007) obfitowały w niejedną historię, która po wsze czasy zapisze się w annałach polskiego rynku kapitałowego.
Początkowo wszyscy zarabiali, byli szczęśliwi a GPW opływała w mleko i miód.
Gdy stało się jasne, że 2005 rok nie jest ostatnim rokiem hossy ruszyła lawina. Domknął się okres faworyzowania Buffetowców, zaczęła się gorączka złota w Klondike.
Znakiem czasów był Gant - symbol hossy deweloperskiej. Z 2 zł w październiku 2005 r., do 120 zł w kwietniu 2007;
potem magia wielkich nazwisk - na czele z Wielkim Romanem: Alchemia, Skotan, Hutmen, Midas.
Do czasu. Potem okazało się, że niepostrzeżenie ktoś zmienił reguły. Zamiast wspólnego pastwiska, zrobiła się gra o sumie zerowej.
Hutmen wyciągnął pieniądze od inwestorów, by w efekcie pokryć straty, bo ktoś ze spółki zależnej pobawił się na zabezpieczeniach na miedź - spekulacyjne kontrakty (jakże to teraz swojsko brzmi); urodzaj na spółki deweloperskie - te wchodzące później najwyższe kursy osiągały podczas debiutu (kłania się casus JWC, czy też przypominają oferowane przez IDM ogromne lewary na LCCorp); splity (PC Guard, a zwłaszcza FON - można przy okazji zadać pytanie, ile km autostrad do tej pory zbudował - ale to na inny wpis),etc.
Nikt nie protestował, bo jest oczywistą oczywistością, że po czasach prosperity, po rządach chciwości, przychodzi panowanie strachu, zaciskanie pasa, rozliczanie rozwiązłości, tępienie głupoty a oczyszczeni doświadczają katharsis i są gotowi by zarabiać na nowo.
I niech to motto towarzyszy racjonalnemu ustawodawcy
Czy naszych przedsiębiorców stać na takie oznaki hołdu, domykając opowieść… ?

“Wtedy szał opanował zgromadzenie Tłumy złamały stalle, przypadały do nóg Wiśniowieckiego, ciskały kosztowności i pieniądze. Wieść rozniosła się lotem błyskawicy po całym mieście: żołnierstwo odchodziło od zmysłów z radości i krzyczało, że chce iść na Chmielnickiego, na Tatarów i sułtana. Mieszczanie nie myśleli już o poddaniu, ale o obronie do ostatniej kropli krwi. Ormianie znosili dobrowolnie pieniądze do ratusza, zanim o szacunku poczęto mówić; Żydzi w bóżnicy podnieśli wrzask dziękczynny - armaty na wałach oznajmiły grzmotem radosną nowinę; po ulicach palono z rusznic, samopałów i pistoletów. Okrzyki: Niech żyje!”, trwały przez całą noc”.

Pages (5): « 1 2 3 4 5 »