O duchu oszczędzania
- sobota października 31,2009 11:49 po południu
- By admin
- In Uncategorized
Ulubioną gawędą powtarzaną niezmiennie, gdy wracamy do źródeł kapitalizmu jest opowieść o ojcach założycielach. Zgodnie z tym, co pisał Max Weber kapitalizm narodził się z właściwego protestantyzmowi purytanizmu - ducha oszczędzania, wyrzekania się bieżącego zaspokojenia na rzecz przyszłej zapłaty. Jako szczególnie zacni na tym polu przedstawiani byli kalwini - predestynowani, którzy wszystko, co czynili - robili na chwałę Bożą. Oczywiście i bogacili się ku chwale Bożej, przecież byli wybranymi dziedzicami.
Takie były początki rozmyślań nad naturą kapitalizmu. Jak bardzo powierzchowne i błędne pokazały dalsze badania, chociażby znakomite III-tomowe dzieło Braudela - “historia totalna” kapitalizmu pt: “Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII wiek”. Nie w tym jednak rzecz, by dokonywać teraz egzegezy pism o początku świata, jaki znamy.
Jeszcze pod koniec ubiegłego wieku fenomenalny pisarz meksykański (czyli z zupełnie innej bajki, niż przedsiębiorczy Amerykanie) Carlos Fuentes pisał: “Nie wiem, czy Tomek Sawyer i Huck Finn są naprawdę dwoma niewinnymi chłopcami, czy też jest to jedynie bukoliczne pragnienie, w którym związek z rodziną (w wypadku Toma), czy też rzeką (Hucka) odrywa ich na chwilę od obowiązku robienia pieniędzy… uznanego za przynależny im boski przywilej”
Tymczasem w mgnieniu oka ta cała ideologia prysła niczym bańka mydlana. Próżna teraz szukać tych idei, które mogłyby stanowić podwaliny pod kończący się właśnie dzień i miesiąc oszczędzania. Powiem więcej, oszczędzanie jest teraz passe - to wróg publiczny nr jeden. Przecież to właśnie stymulowaniem popytu władze USA chcą wyciągnąć gospodarkę z zapaści. Problem tylko polega na tym, że próby te wypadają mizernie, szczególnie jeśli porównamy efekty widoczne w realnej gospodarce, z tym, co obserwujemy od przełomu lutego i marca na światowych rynkach akcji oraz surowcowych.
Zresztą doskonale z mitem oszczędzania rozprawia się krążąca od czasu kryzysu nowa gawęda, którą można zastąpić dotychczas świętą i niepodważalną “etykę protestancką”: