Świętowanie po amerykańsku
- wtorek września 8,2009 10:22 przed południem
- By admin
- In Uncategorized
Nie ma to jak okolicznościowe prezenty. Wczoraj giełdy w Stanach Zjednoczonych odpoczywały ze względu na tamtejsze Święto Pracy. Powodów do radości Amerykanom jednak wyraźnie brakowało.
W piątek Departament Pracy podał dane dotyczące bezrobocie. I Tu zonk. Zamiast stabilizacji, bezrobocie wzrosło do 9,7 proc. z 9,4 proc. miesiąc wcześniej. Doskonale pamiętamy, jak w sierpniu zapanował euforia z sezonowego spadku bezrobocia. Teraz firmy nadrobiły to z nawiązką wyrzucając kolejne grupy społeczne na bruk. No i bezrobocie mamy w Stanach najwyższe od 26 lat.
Przypomnę, że od początku recesji w Stanach jeszcze nigdy liczba nowych miejsc pracy nie przekroczyła poziomu zwolnień. W ubiegłym miesiącu saldo było ponownie ujemne i wyniosło ponad -200 tys. Taki poziom utrzymuje się od dłuższego czasu, a to napędza spiralę bezrobocia. Dodatkowo przestała spadać cotygodniowa liczba osób pobierających po raz pierwszy zasiłek dla bezrobotnych. Zatrzymała się jak zaklęta powyżej 500 tys. Obecnie wynosi ok. 570 tys. Spadkowa tendencja w tym zakresie wyhamowała już około 2 miesiące temu.
Nie wróży to dobrze gospodarce, w której 75 proc. PKB generowane jest przez popyt konsumencki. Cóż zaś w sytuacji, gdy ów konsument ma coraz mniej pieniędzy…
Nie wolno przy tym zapominać, że rynek pracy najpóźniej reaguje na zmiany w pozostałych segmentach gospodarki. Tak jest przy początku kryzysu, tak też przy wychodzeniu z niego. Jednak pierwsze symptomy ożywieni obserwowaliśmy już ponad pół roku temu (luty 2009). Dodatkowo znaczne grono szacownych ekonomistów twierdzi, że droga do stabilizacji na rynku pracy nadal jest długa i kręta.
Ostatnio Gary Becker (spiritus movens teorii homo oeconomicus, lub inaczej mówić, ten od tłumaczenia wszystkiego – od procesu zakochiwania się po palenie papierosów etc na modłę maksymalizacja użyteczności, minimalizacja kosztów, stałe preferencje, racjonalny uczestnik życia społecznego i tym podobne „rewelacje”) stwierdził, że na trwały spadek bezrobocia możemy liczyć w Ameryce dopiero od połowy przyszłego roku.
Czy możemy zatem powiedzieć, że mamy tutaj dobry link między kondycją gospodarki a rosnącymi cenami złota. Przypomnę, e wczoraj cen za kontrakt z wrześniowym terminem wygaśnięcia przekroczyła 1000 USD. To efekt oczekiwań inflacyjnych i próba realizacji samospełniającej się przepowiedni. Czyżby druga fala kryzysu? Za wcześnie jeszcze o tym mówić, ale obserwujmy uważnie wzajemny splot powiązań: rynek pracy, złoto, inflacja. Sporo nas to nauczy w patrzeniu na kondycję gospodarki i proces samouzdrawiania się kapitalizmu, w który mimo wszystko cały czas wierzymy.