Notowanie rzeczywiste

Archive for ‘marzec, 2009

A jednak teoria spiskowa

  • piątek marca 27,2009 03:44 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

A jednak spekulowali i to na ogromną skalę chciałoby się rzec po tym, co przed paroma godzinami podał PAP:

“Fundusz inwestycyjny należący do miliardera George’a Sorosa został ukarany grzywną w wysokości 489 mln forintów za próbę manipulacji ceną akcji największego banku na Węgrzech - OTP Bank.”

http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6434283,Soros_przeprasza_za_atak_na_wegierski_bank.html

Goldman chociażby aktywnie manipulując rekomendacjami na polskiego złotego - ale to już przerabialiśmy.

Co zaś do Sorosa - to się nazywa idealista, innemu już by się nie chciało. Na początku lat 90. wyrzucił Wielką Brytanię z przedsionka strefy Euro z mechanizmu ERM, następie przeprowadził nieudany atak spekulacyjny na franka /nieudany w zakresie wypchnięcia Francji z ERM/ jednak koszty francuska gospodarka zapłaciła ogromne. Po drodze kryzys azjatycki i tajlandzki baht a potem aktywność rozwinęła skrzydła. Tuż przed wybuchem kryzysu rosyjskiego zakomunikował, że ze względu na problemy strukturalne gospodarki rosyjskiej kraj stoi na progu bankructwa. W przypadku Sorosa takie słowa to samospełniające się proroctwo. Odpływ kapitału zagranicznego, upadki banków, bankructwo. Pytaniem retorycznym byłoby co wówczas robił jego Quantum Fund. Zatem nie wymaga to odpowiedzi.

Wracając do obecnych realiów. Pierwszy dowód na skoordynowaną mniej lub bardziej akcję mającą na celu deprecjację walut w regionie. Podnoszone jako strukturalne problemy gospodarek krajów regionu: wysoki poziom deficytów budżetowych, uzależnienie od zewnętrznego finansowania, to jedynie preteksty, które jakoś nikomu nie przeszkadzały w warunkach kwitnącej akcji kredytowej.
Nie ulega wątpliwości, że po tylu latach znakomitej koniunktury spowolnienie gospodarcze w regionie i tak by nastąpiło jednak fundusze hedge oraz banki inwestycyjne z krajów rozwiniętych zgodnie recesji (nie tylko spowolnieniu) w Europie Środkowo-Wschodniej pomogły.
Nie jest tu wyjątkiem nasza epopeja związana z opcjami walutowymi. Zresztą pretekst był prosty. Pewnie obecnie mało już kto to pamięta, ale w sytuacji gdy złotówka kosztowała w okolicach 3,3 za euro i testowała barierę 2 zl za usd wówczas kandydat na wiceprezesa NBP W. Koziński zasugerował interwencję na rynku walutowym celem osłabienia zbyt silnego PLN. Spotkało się to z tak gwałtowną reakcją środowisk “ekonomicznych” w obronie mechanizmu rynkowego, że trudno obwiniać przedsiębiorców za to, że uwierzyli w trwale umocnienie złotówki i brali opcje.
W niektórych wpisach poniżej krytykowałem spec-ustawy opcyjne (w zakresie strat krajowych przedsiębiorstw na niekorzystnych opcjach walutowych) etc. i nadal tak twierdzę. Jednak w zakresie szukania winnych, to raczej nie banki inwestycyjne, tylko klimat żelaznego betonu neoliberalnego myślenia śmietanki ekonomicznej w tym kraju a nie zagraniczne instytucje finansowe. Przypomnijmy sobie :)

A to jak działa mechanizm rynkowy, gdy w niego nie ingerować przykład węgierskiego banku OTP pokazuje aż nad wyraz dokładnie.

Przy okazji zapraszam na nasz krajowe podwórko - KNF będzie walczyć z beneficjentami wzrostu Drągowskiego?

http://forum.invest24.pl/akcje-gpw-f7/ad-dragowski-t1827.html

Pułapki euforii hossy (nieprędko wrócą)

  • piątek marca 27,2009 07:59 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Tytułowe pułapki można też określić jako majstersztyki poprzedniej hossy. Do każdego potrzebny jest też koncept, czy jak mawiał mistrz Onufry Zagłoba - dowcip. I rzeczywiście autorzy wykazali się taką wyobraźnią, że pociągnęli za sobą tłumy.
By czasem komuś łezka w oku się zakręciła wspominając jak drzewiej to bywało, postanowiłem stworzyć prywatny ranking najbardziej efektownych “pułapek” euforii hossy. Każdy przypadek ma swój niepowtarzalny urok, większość z Was na pewno pamięta klimat tamtych czasów, co wówczas siedziało w rozpalonych głowach inwestorskich obserwując gorączkę złota. To właśnie te sytuacje, które nieprędko powrócą, gdy liczyć się coraz bardziej zaczną fundamenty. Warto jednak ku przestrodze, ku przypomnieniu, ku upamiętnieniu powrócić do tych czasów, gdy wagony z forsą jeździły po drogach co drugiej spółki notowanej na GPW.
Generalnie całą kwintesencję projektów można ująć w kilku oklepanych konceptach: zmiana strategii spółki, zmiana działalności, tajemniczy strategiczny inwestor z walizką pełną dolarów i głową pomysłów, co jeszcze lepsze zapowiedź owego tajemniczego inwestora, którego nikt nie widział i o którym nikt wcześniej rzecz jasna nie słyszał. Idąc dalej w las - zbijanie kapitału na systematycznym podnoszeniu prognoz wyników, a jeśli już udało się je zrealizować a co lepsze przekroczyć, wówczas dyskontowanie tego zapowiedzią nowej emisji akcji - cele można wybrać z katalogu zdanie wcześniej.Jeśli już zbyt wysoko do nieba wystrzelił kurs spółki, wówczas splitujemy dla większej płynności (obowiązywała ta zasada nawet wtedy, gdy jeszcze nie urośliśmy, acz planujemy) wszyscy będą chcieli kupić, przecież jest tanio. Do tego dochodzą jeszcze dziwne emisje pierwotne spółek z zaskakującymi cenami emisyjnymi, informacjami w prospekcie - można wybierać w szerokiej gamie.
Oto prywatny ranking:
10. Atlantis, FON (2008 rok)
9. Emisja Wojasa (2008 rok)
8. Imperium Moski (Lubawa, LZPS, Lentex) 2007 rok
7. Emisja Arcus (2008 rok)
6. Emisja LC Corp (2007 rok)
5. Hutmen (2006 rok)
4. Karkosiki (od 2005)
3. Toora (2007/2008)
2. PC Guard (2005 rok)
1. Leasco (2006-2007)

“Panie premierze ratuj, bo giniemy”

  • poniedziałek marca 23,2009 03:40 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

“Tu zdarzył się wypadek, który poruszył wszystkie serca: niewiasta w żałobie zbliżyła się do ołtarza i rzucając pod nogi księcia złote ozdoby i klejnoty klęknęła przed nim i szlochając głośno, wołała:
- Mienie ci nasze przynosim! Życie oddajem w twe ręce, ratuj! ratuj, bo giniemy”.

Zakrzyknęli i zgromadzili się tłumnie na krużgankach przy Wiejskiej, gdzie Obrońca uciśnionych i jego dzielna załoga potępiła w czambuł faryzejskie frazesy o tym, że “dura lex, sed lex”, nieco nowsze - “rynek dyskontuje wszystko”, czy wreszcie o wiarygodności Najjaśniejszej Rzeczypospolitej w świecie.
Rozdarł szaty i zakrzyknął - “Nie bluźnijcie - tu oto u progu Sali Kolumnowej legnę niczym Rejtan, by powaga Majestatu wybrańców Narodu tropiła oszustów i złodziei”.
Przywiodły ich tam zatem piękne hasła - “niech prawo działa TU i TERAZ - niech pokaże kto był tą strukturą, które (nie ma literówki) zamiast nam pomóc, nas zwyczajnie okradły.” Na pohybel im chciałoby się rzecz…

Drobny wtręt dla zobrazowania sytuacji: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6410412,Przedsiebiorca_do_Pawlaka__Panie_premierze_ratuj_.html

I taka refleksja nachodzi - gdzie byli Trybuni Ludu, gdy krew lała się na parkietach dożynając watahy inwestorów? A byłoby o co utyskiwać. I o to, że nie wprowadzono spec-ustawy adversus bessum; i o to, że nie powstał specjalny fundusz pomocy doświadczającym suszę inwestorom.

A czasy były równie ciekawe. Ostatnie dwa lata hossy (2006-2007) obfitowały w niejedną historię, która po wsze czasy zapisze się w annałach polskiego rynku kapitałowego.
Początkowo wszyscy zarabiali, byli szczęśliwi a GPW opływała w mleko i miód.
Gdy stało się jasne, że 2005 rok nie jest ostatnim rokiem hossy ruszyła lawina. Domknął się okres faworyzowania Buffetowców, zaczęła się gorączka złota w Klondike.
Znakiem czasów był Gant - symbol hossy deweloperskiej. Z 2 zł w październiku 2005 r., do 120 zł w kwietniu 2007;
potem magia wielkich nazwisk - na czele z Wielkim Romanem: Alchemia, Skotan, Hutmen, Midas.
Do czasu. Potem okazało się, że niepostrzeżenie ktoś zmienił reguły. Zamiast wspólnego pastwiska, zrobiła się gra o sumie zerowej.
Hutmen wyciągnął pieniądze od inwestorów, by w efekcie pokryć straty, bo ktoś ze spółki zależnej pobawił się na zabezpieczeniach na miedź - spekulacyjne kontrakty (jakże to teraz swojsko brzmi); urodzaj na spółki deweloperskie - te wchodzące później najwyższe kursy osiągały podczas debiutu (kłania się casus JWC, czy też przypominają oferowane przez IDM ogromne lewary na LCCorp); splity (PC Guard, a zwłaszcza FON - można przy okazji zadać pytanie, ile km autostrad do tej pory zbudował - ale to na inny wpis),etc.
Nikt nie protestował, bo jest oczywistą oczywistością, że po czasach prosperity, po rządach chciwości, przychodzi panowanie strachu, zaciskanie pasa, rozliczanie rozwiązłości, tępienie głupoty a oczyszczeni doświadczają katharsis i są gotowi by zarabiać na nowo.
I niech to motto towarzyszy racjonalnemu ustawodawcy
Czy naszych przedsiębiorców stać na takie oznaki hołdu, domykając opowieść… ?

“Wtedy szał opanował zgromadzenie Tłumy złamały stalle, przypadały do nóg Wiśniowieckiego, ciskały kosztowności i pieniądze. Wieść rozniosła się lotem błyskawicy po całym mieście: żołnierstwo odchodziło od zmysłów z radości i krzyczało, że chce iść na Chmielnickiego, na Tatarów i sułtana. Mieszczanie nie myśleli już o poddaniu, ale o obronie do ostatniej kropli krwi. Ormianie znosili dobrowolnie pieniądze do ratusza, zanim o szacunku poczęto mówić; Żydzi w bóżnicy podnieśli wrzask dziękczynny - armaty na wałach oznajmiły grzmotem radosną nowinę; po ulicach palono z rusznic, samopałów i pistoletów. Okrzyki: Niech żyje!”, trwały przez całą noc”.

Portfel u progu hossy

  • poniedziałek marca 23,2009 02:28 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Na dobry wieczór - nie jestem zwiastunem nowej hossy, która czai się za progiem i czeka by ją zaprosić. W kilku słowach chcę zaś ująć to, jak powinniśmy zmienić mentalność oczekując powrotu trendu wzrostowego na GPW.

Zatem:
Kupuj, gdy nikt już nie widzi nadziei. Obserwując nastroje na parkietach nie trudno odnieść wrażenie, że obserwujemy totalny marazm i zniechęcenie. Ostatnie dwa tygodnie rodzą nadzieję, acz wydaje się, że przesłanki są jeszcze zbyt wątłe. Niewątpliwe są zaś dwie rzeczy: po pierwsze potrzeba /KONIECZNOŚĆ/ zachowania pokory wobec rynku, po drugie przeświadczenie, że obserwujemy dobry moment na zakupy przecenionych akcji.

Należy jednak do nich podejść rozsądnie.
Budując portfel na nową hossę miejmy na uwadze, że czekają nas czasy jakże odmienne od tych, do których przywykliśmy gdy na parkiety giełdowe spływała hosanna zysków. Wówczas wystarczyło kupić spółkę, która zmienia strategię albo drukuje nowe akcje.
Teraz to rządy drukują nowe pieniądze byleby przeciętni ludzie zechcieli konsumować a nie chować w skarpetę.

Jak zatem zaczyna się hossa? Ano mozolnie, w bólach, z licznymi punktami zwrotnymi. Dlatego też konstrukcja portfela powinna być wyjątkowo staranna.
Przede wszystkim najpierw przeglądnijmy listę spółek i wybierzmy te, których dokonania wyróżniają się na tle pozostałych. Od razu uprzedzam, że nie jestem zwolennikiem sztywnej selekcji sektorowej. Jedyne czego można się trzymać to wydzielmy sektory późno-cykliczne. O spółki z tych gałęzi będziemy wzbogacać portfel w drugiej, euforycznej fazie hossy - ale to za ładnych kilka lat.

Ad rem: Skupmy się na spółkach, które systematycznie przynoszą zyski. Ważne też, by miały na tyle stabilna sytuację finansową (niskie zadłużenie) by z jednej strony móc rozwijać się, z drugiej być wiarygodnym partnerem w ewentualnych staraniach o kredyt na rozwój (może konsolidację branży - o to najlepiej właśnie w czasach przecen i depresji, a nie boomu koniunkturalnego - wyższa marża na każdej wydanej złotówce).
Co dalej? Zerknijmy jak nasze spółki (o ile wtedy były notowane na parkiecie - na rynkach rozwiniętych oto łatwiej, w tym ich przewaga, u nas dopiero buduje się fundamenty możliwości do solidnej analizy) radziły sobie podczas ostatniego kryzysu (lata 2000-2002) kwestie zysku operacyjnego, płynności itp.
Kupujmy tym razem twarde fakty z przeszłości, nie zaś plotki. Paradoksalne? Wbrew giełdowej złotej regule? Bynajmniej. Budujemy bowiem portfel długoterminowy - nie wolno zapominać, że to on ma być kluczem do sukcesu. Ze względu na znaczne wahania i unikanie łapania spadających noży kupujmy systematycznie, za stałą kwotę - pakietami /nie za jednym zamachem/. Nawet kontynuacja spadków wtedy nam nie straszna. Pamiętajmy, że ta część ma nam służyć na długie lata nowej koniunktury (przeciętnie 4-6 lat) i tego się trzymajmy.
Skromną część giełdowego portfela (max. 20 proc. przeznaczmy na spekulację). I tą właśnie kwotą możemy szukać okazji inwestycyjnych, wsłuchiwać się w to o czym mówią na salonach, o czym po cichu szepcze gawiedź inwestorska. Tu skupiajmy się na strzałach stochastycznych, szybkich średnich kroczących, przełamaniach oporów. Nie gardźmy żadnymi podszeptami - w spekulacji niezbędna jest ułańska fantazja połączona ze sztywnym trzymaniem się zasady tnij straty. 5 proc. - optymalnie a 8 proc. bezwzględna sprzedaż, nawet jeśli po 15 minutach odbije. Pokora wobec rynku wskazana jeszcze silniejsza, niż przy inwestowaniu długoterminowym. Długoterminowe bowiem to podejście bufetowe - inwestuje w branżę, którą znam, w spółkę przecenioną o znacznym potencjale - szum informacyjny mnie nie interesuje.
W spekulacji zaś to właśnie szum tworzy zyskowne okazje.
Portfel niech zatem będzie jak yin i yang.

Socjalizm? Raczej normalność

  • wtorek marca 17,2009 09:13 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Kilka słów publicznej chłosty. Przeglądając standardowo, jak każdego ranka doniesienia rynkowe, zwłaszcza interesując się pokrętnymi tłumaczeniami zwolenników analizy fundamentalnej dlaczego S&P 500 nie zakończył tak, jak tego chcieli natknąłem się na tytuł:
“Socjalizm wkracza na rynki finansowe”
Pierwsza myśl - kolejne nacjonalizacje? centralne planowanie? 5-latki dla banków? Skądże znowu…
Po plany ściślejszego nadzoru nad rynkami finansowymi. Jednak przy takiej atmosferze medialnej, dokładając do tego lobbying w USA można pozbawić się złudzeń na generalną przebudowę architektury sektora finansowego.
I rzeczywiście - zaglądam w pomysły Geithnerowskiej świty i widzę:
“Rządowi regulatorzy mają też otrzymać uprawnienia do przejmowania wielkich firm finansowych zagrożonych bankructwem”
Ustalmy jedną rzecz. Kryzys wybuchł, bo pozwoliliśmy (czyt: Greenspan), żeby chciwość uregulowała się sama. I gdyby padło AIG, Citigroup etc wówczas mielibyśmy proces naturalnego katharsis. Skoro wcześniej pozwoliliśmy na to, dlaczego na jesieni zainterweniowaliśmy? Ok, nadzwyczajne warunki, obawy przed wyłożeniem się całego sektora finansowego. Ale bądźmy chociaż konsekwentni. Skoro nie chcemy takich warunków nałóżmy kaganiec,a raczej ustalmy REGUŁY GRY. I nie mieszajmy dwóch meta poziomów - reguł instytucjonalnych z doraźnymi działaniami mającymi na celu
(aplauz, zbicie kapitału politycznego, krótkowzroczną strategię - do wyboru). To tak jak u nas wprowadzano dyrektywę MiFiD ale zarazem rząd Tuska zapragnął przemycić dokopanie nielubianemu szefowi NBP-u i zabrać mu wpływ ‘mu’ (niby bankowi centralnemu) wpływ na KDPW. A niech zabiera, tylko po co, przy okazji dyrektywy o kluczowym znaczeniu dla rynków narażając się na dosyć oczywiste weto prezydenckie. Bo co? bo potem spiętnujemy prezydenta, a dodatkowo odrzucimy weto w imię interesów racji stanu? Dziecinada :)
Wracając zaś do ’socjalizmu’:
Tymczasem trzeba osadzić rynek w przejrzystym otoczeniu instytucjonalnym - kilka palących problemów, które nasuwają się w kontekście przyczynków kryzysu:

1) Niejasne powiązania między agencjami ratingowymi a instytucjami finansowymi: agencje ratingowe mogły wystawiać oceny wiarygodności pod presją ze strony emitentów obligacji opartych na ryzykownych kredytach hipotecznych (subprime), żeby zawyżać oceny takich instrumentów.

Ryzyko korupcji, bo: stopień skomplikowania tych instrumentów, prawie całkowitą zależność ich wyceny od poziomu ryzyka.
Skutki:
A) Dla wyceny przez agencję: Asymetria informacji: brak znajomości przez agencję ratingową pożyczkobiorcy oraz ich inicjatora.
B) Faktyczne powiązanie między wystawiający wystawiającym rating a instytucją finansową emitującą papiery wartościowe i zainteresowaną w uzyskaniu jak najlepszej oceny. Problem w tym wypadku stanowi powiązanie pieniężne. Wbrew logice to nie nabywający aktywa, ale bank opłaca agencję ratingową, co rodzi pole potencjalnej korupcji.
Recepta: Wstępnym rozwiązaniem mogłaby być zmiana źródła strumienia pieniędzy płynącego do agencji ratingowej za dokonanie wyceny ryzyka aktywów ( nabywający aktywa, a nie bank)

2) Brak przejrzystych reguł na styku powiązań między doradcami finansowymi (agentami sprzedającymi kredyty hipoteczne wynagradzani prowizyjnie) – instytucjami sprzedającymi kredyty – a największymi bankami będącymi właścicielami w/w instytucji.

Skutek: Rozproszona odpowiedzialność, skłonność do nadmiernego ryzyka
Recepta: Budowa przejrzystych reguł gry, stabilnego otoczenia instytucjonalnego

3) Rozliczenia off-balance-sheet (poza bilansem).
Instytucje finansowe wydzielały posiadane ryzykowne organizacje w specjalne wehikuły inwestycyjne (tzw. SIV) i poza bilansem rozliczały ich działalność

Skutek: Błędna polityka informacyjna dla stakeholders (interesariuszy – akcjonariusze, otoczenie rynkowe), niemożność racjonalnej oceny kondycji finansowej instytucji
Recepta: Zwiększyć przejrzystość rozliczania aktywów przez instytucje finansowe

4) Nieuregulowany rynek instrumentów pochodnych

Skutek: brak przejrzystej informacji dla rynku pozwalającej realną wycenę tych aktywów
Recepta: stworzenie „mapy drogowej” dla tego segmentu, szczególnie w zakresie wytycznych dla papierów wartościowych sekurytyzujących dług
Dopisać można fundusze hedgingowe, ale nie jestem mitomanem - choć rozwiązanie nawet powyższych kwestii zakrawa na mitomanię. Ale akurat w kontekście hedgów potrzebne jest globalne porozumienie. Do sprawy odniosę się, jak zobaczę, że jest sens o tym pisać. Na pewno nie przy okazji najbliższego szczytu G20

Europa pod presją fiskalizmu

  • wtorek marca 17,2009 02:20 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Ubiegły tydzień przebiegał pod znakiem festiwalu pod tytułem G20. Prym na nim wiódł amerykański Sekretarz Skarbu Timothy Geithner.


Geithner to Call for G20 Fiscal Action @ Yahoo! Video

Usiłując przekonać swoich europejskich kolegów po fachu do pójścia amerykańską drogą z jednej strony powiela błędy ekipy Busha, z drugiej możliwe, że popełnia jeszcze większy: zarzyna zdroworozsądkową teorię ekonomiczną. A to już może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje.
Kwestia 1: powielanie błędów geopolityki z pozycji siły tak krytykowaną w orędziach prezydenta Nowego Otwarcia.
Kwestia 2: Czy rzeczywiście klasyczny Keynes jest tak doskonałym rozwiązaniem?
Ale do rzeczy. Ameryka nakłania do fiskalizmu. Do rozdęcia wydatków państwowych, by wyrwać gospodarkę globalną z okowów marazmu. A wszystko opiera się na zręcznym wyliczeniu amerykańskiego Departamentu Skarbu, że każdy 1USD państwowy zainwestowany w gospodarkę do rezultat w postaci 1,5USD. Pytanie, na ile to założenie jest zasadne. Rozpatrując ten fakt czysto filozoficznie. Co jest kluczowe dla wzrostu. Sądzę, że jednak nie dostarczenie środków - pieniędzy, czyli miernika wartości, który i tak straci na swojej realnej wartości z powodu jego nadmiernego druku, a raczej położenie nacisku na działanie podprogowe. Na kłonienie ludzi do przedsiębiorczości i innowacyjności. Tylko wówczas możemy zdołać drgnąć krzywą możliwości produkcyjnych, poszerzyć zakres possibilities i zarazem wydźwignąć gospodarkę z kryzysu.
UE nie pójdzie na nadmierne rozdęcie budżetów państw. W końcu po to zostały stworzone kryteria konwergencji, by chronić przed irracjonalnym mnożeniem wydatków (Grecja, Włochy etc.).
zatem Nadzór - czyli reguły gry w sektorze finansowym oraz bodźce do rozwijania biznesu /nacisk na gospodarkę opartą na wiedzy/wspieranie badań naukowych/nacisk na wydajne innowacyjne technologie/działania podatkowe i legislacyjne premiujące przedsiębiorczość/ - nie zaś szeroko zakrojone wielkie inwestycje państwowe

Katharsis spekulantów

  • sobota marca 14,2009 03:32 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Przez ostatnie pięć lat mogliśmy zapomnieć, czym jest ryzyko inwestycyjne; z czym wiąże się nieostrożna spekulacja; cz w końcu co oznaczają pojęcia: zarządzanie pozycją, zabezpieczenie kapitału… W obecnych realiach mówimy o “inwestorach”, dla których hossa miała trwać wiecznie, i albo zostali bardzo długoterminowymi piewcami “inwestowania w wartość”, albo już ich wśród nas na giełdowym łez padole nie ma. Proces naturalnej selekcji.
W związku z powyższym nie słyszałem by zawiązywane były komitety poszkodowanych inwestorów, pozywające zarządy spółek giełdowych, biura maklerskie a może nawet samą GPW przed sądami powszechnymi. Zwłaszcza w kontekście gwałtownej przeceny wielu spółek na wieść o horrendalnych stratach na opcjach walutowych. A tymczasem nie dość, że straty spółek giełdowych uderzyły ich po kieszeniach, to jeszcze na dodatek nie mogli w sposób racjonalny przygotować się do tego – bowiem albo kwestia ta była przemilczana przez spółki, albo wręcz przekłamywana (vide casus Dudy). Któż rozsądny spodziewał się, że nasze tuzy przedsiębiorczości będą bawić się w wystawców opcji? Prowadzimy biznes czy kasyno?
Zostawiając na boku brać inwestorską, kilka słów o poszkodowanych „przedsiębiorcach” i ich obrońcach usiłujących zbić kapitał polityczny (czy tylko?). O ile mi wiadomo to w obrocie gospodarczym obowiązują podwyższone standardy staranności. To już nie jest wzorzec racjonalnego obywatela, tylko obrót między profesjonalistami, którzy ponoszą ryzyko gospodarcze. Powoływanie się na nieznajomość prawideł zabezpieczania się przed ryzykiem kursowym jest złowieszczo śmieszne. A że banki chciały zarobić? Trudno żeby im tego zabronić. Zamiast utyskiwać na nieuczciwość instytucji finansowych należało czytać i dokształcać się, tym bardziej, że o ile dobrze rozumuje, to dla eksporterów ryzyko kursowe powinno być niczym powietrze, którym oddychamy.
Wydawanie specjalnej ustawy po to, by podważyć zasadę pewności w obrocie gospodarczym, złamać pacta sunt servanda w imię ochrony przed wyższym bezrobociem to strzał w kolano. Zapytuję zatem – kto w takim wypadku będzie raczył zakupić nasze obligacje, którymi chcemy sfinansować rozbuchane wydatki państwowe?
Korzystając z doświadczeń zagranicznych (banki amerykańskie) zgodzić można by się było jedynie na „ratowanie” indywidualne firm kluczowych dla gospodarki. Gdyby umierał KGHM, PKN Orlen, PGNiG, Kompania Węglowa możemy dyskutować – najpierw o preferencyjnych kredytach, potem o dekapitalizowaniu. Ale żadnego ratowania kasyna. Jedynie w sposób brutalny przykrojenie do polskich warunków nieśmiertelnej zasady “too big to fail”. Żadnych innych ustępstw.
Obecne regulacje prawne powinny wystarczyć w zupełności dla „poszkodowanych” firm. Jeśli miały środki na wystawienie opcji, mają też na wykwalifikowaną pomoc prawną. Do wyboru mamy
1) Od strony merytorycznej – w zakresie poszukiwania prawdy materialnej: Regułę rebus sic stantibus – o nadzwyczajnej zmianie warunków, która może być podstawą do zmiany treści umowy, bądź nawet jej anulowania.
2) Od strony formalnej w zakresie postępowania sądowego: Powództwo przeciwegzekucyjne względem bankowego tytułu egzekucyjnego.
W zupełności wystarczające…

Przyczynek do roli managera

  • czwartek marca 12,2009 02:10 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

Czasy hossy wspominamy obecnie jako raj utracony. Giełda jawiła się jako kraina mlekiem i miodem płynąca a wyniki spółek nawet nieco słabsze rynek ignorował w oczekiwaniu na poprawę. Żyć nie umierać.

Lustrzanie odwrotna sytuacja ma miejsce obecnie. Nawet dobre wyniki nie są w stanie zburzyć przekonania, że i tak będzie gorzej. Usiąść, załamać ręce i płakać? Nic z tych rzeczy. Właśnie w takich sytuacjach można poznać autentyczną wartość spółki i kunszt jej zarządzających.

By nie być gołosłownym chwila retrospekcji. Trudno znaleźć obecnie branżę, która nie przeżywa trudności w związku z kryzysem. Głośno mówi się o outsourcingu usług, ale to temat na inną rozprawę.

Nie inaczej jest z producentami sprzętu AGD. W latach dynamicznego boomu koniunkturalnego, bogacącego się społeczeństwa, hossy na giełdzie producenci sprzętu AGD mogli czuć się jak pączki w maśle. Jedynym minusem była umacniająca się systematycznie złotówka, która powodowała, że towary zagraniczne stawał się coraz bardziej konkurencyjne. Jednak nie można przecież mieć wszystkiego.

Jednak jak bardzo jest to branża chimeryczna, bądź mówiąc inaczej - ile zależy od sprawnego zarządzania pokazuje historia naszych AGD-owych bywalców giełdowych: Amici i Zelmera.

Segmenty minimalnie inne, jednak branża podobna. Pouczająca jest struktura wyników finansowych oraz reakcja rynku kapitałowego na nie. Amica cały czas balansowała na progu zyskowności, mimo osiąganych wysokich przychodów. Tymczasem w przypadku Zelmera rentowność i marże systematycznie rosły. Oto prezentacja, weźmy pod uwagę raporty roczne:

Wskaźnik Spółka 2004 2005 2006 2007 2008
Marża zysku operacyjnego Amica 5,1% 1,8% 2,0% 2,3% 3,1%
Zelmer 10,5% 10,9% 11,9% 11,7% 7,7%
Stopa zwrotu z kapitłu własnego Amica 9,9% 1,3% 2,2% 2,5% 3,5%
Zelmer 10,3% 9,6% 12,6% 13,3% 10,2%

W pierwszej połowie tej dekady Zelmer znajdował się w katastrofalnej sytuacji. Objęcie funkcji prezesa przez A. Libolda diametralnie odmieniło sytuację firmy. Cięcie kosztów, postawienie na produkcję wysokomarżową, odważne decyzje - takie jak wprowadzenie wraz z początkiem 2005 roku spółki na giełdę dało efekty.

Tymczasem Amica nadal była zarządzana jak przez poprzednie lata. W efekcie o ile akcje Zelmer były notowane na giełdzie z wysokim C/Z (inwestorzy płacili wysoką premię za przyszłe zyski, plany strategię rozwoju), o tyle Amica uchodziła cały czas za niedowartościowaną. W efekcie zaś była to po prostu spółka zapomniana przez inwestorów, działająca na rynku ale po której trudno spodziewać się można spektakularnych osiągnięć. Tak wyglądała hossa.

Co dzieje się teraz? Ano okazało się, że Zelmer ugrzązł  opcjach walutowych. Innowacyjność, pokusa zysku rodzi też ryzyko - tym razem okazało się to pułapką. Jednak po raz kolejny Zelmer wychodzi obronną ręką. Jako jedna z pierwszych spółek giełdowych idzie na porozumienie z bankiem (ugoda restrukturyzacji spłaty zobowiązań w wysokości 30 mln euro wobec BRE banku na lata 2009-2010) i prowadzi negocjacje z pozostałymi.

Co tymczasem słychać u Amici? Defensywna postawa ratuje ją przed opcjami, choć o pewnych problemach związanych z zabezpieczeniem też się dyskutuje (kontrakty forward). Czas pokaże, kto tym razem obrał lepszą strategie na trudne czasy.

Warto jednak pamiętać, że innowacyjność, przedsiębiorczość oraz zmysł managerski z reguły zostaje sowicie opłacony. Nie bez kozery zarządzający funduszy inwestycyjnych twierdzą, że sprawne CEO w  firmie to ponad 50  proc. jej sukcesu.

Na zakończenie jak oceniali inwestorzy - Zelmer i Amica w czasach prosperity oraz kryzysu:

Zelmer a Amica na giełdzie w czasach prosperity i kryzysu

Laurka dla NBP

  • wtorek marca 10,2009 03:41 po południu
  • By admin
  • In Uncategorized

W wielu dyskusjach podnosi się brak reakcji wyprzedzającej polskiego rządu na obecne zawirowania, z którego to powodu niewykluczone, iż w tym roku czeka nas wzrost gospodarczy na poziomie nawet oscylującym wokół stagnacji.

Tymczasem trzeźwe spojrzenie na sytuację pozwala stwierdzić, że tak naprawdę ostatnie lata to wybór najlepszej z możliwych dróg w stronę pomyślności gospodarczej, szybkiej koniunktury i co najważniejsze bogacenia się społeczeństwa. Autentycznie, by żyło się lepiej. Wszystkim. W tym jednak wypadku realnie, nie w sferze sloganowej.

Brak majstrowania przy gospodarce, mimo populistycznych zapędów “przystawek” (ukłony w stronę min. Gilowskiej - nie tylko za obniżkę składki rentowej /chyba jedna z nielicznych reform, jaką w zakresie ułatwień prowadzenia działalności gospodarczej można na przestrzeni ostatnich lat zauważyć/) oraz umiejętna polityka prowadzona przez Bank Centralny. I tu największy paradoks, chyba nie do końca doceniany przez media i krajową myśl ekonomiczną. W zakresie polityki kadrowej poprzedniej ekipie można zarzucić wiele - od nieudolnej min. spraw zagr. A. Fotygi, min Skarbu Jasińskiego etc. Jednak wybór S. Skrzypka na szefa NBP okazał się strzałem w 10-kę za co można poprzedniej ekipie pisać pieśni pochwalne. Początki znają wszyscy - zarzuty niekompetencji, braków w wykształceniu etc. W efekcie jednak w końcu rządu w NBP objął człowiek pozbawiony nuty doktrynerskiej. Wstrzymywanie się z podwyżkami stóp proc. zaowocowały bezprecedensowym wzrostem gosp. Biorąc pod uwagę szybkie bogacenie się społeczeństwa, niski odsetek NPL - trudno o posądzanie o hodowanie bańki spekulacyjnej na rynku kredytowym.

Polski problem to opcje walutowe, oddziałujące zarówno w sferze realnej, ale chyba nawet bardziej wyobrażeniowej - ergo psychologia rynku.

Wracając zaś do polityki monetarnej. Utrzymywanie dłuższy czas stóp na niskim poziomie umożliwiło bezprecedensowy wzrost gospodarczy hamowany podczas poprzednich cykli przez zbyt kunktatorską, nadmiernie doktrynersko monetarystyczną politykę.

Następnie przyszła krytyka za zbyt późne, zbyt gwałtowne obniżki stóp, które miały sie przyczynić do lawinowej deprecjacji złotówki. Faktem jest jednak, że podobna skala przeceny dotknęła cały region Europy Środkowo - Wschodniej i należy to wiązać z wycofywaniem sie kapitału zagranicznego na skutek cięcia prognoz makro przez rykoszet w kraje emerging markets z strony kryzysu. Doszedł do tego syndrom węgierski, czy też problemy krajów nadbałtyckich. Różnica między poziomem stóp w Polsce a strefie Euro nadal jest znaczna, jednak skala obniżek oraz ich tempo należy zaliczyć na plus dla RPP oraz władz banku centralnego (wsparcie dla słabnącej gospodarki w dłuższym terminie).

Chapter 7 po europejsku

  • poniedziałek marca 9,2009 12:10 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Europejska scena kryzysu zapełnia się aktorami w rekordowo szybkim tempie. Nie jest to skala wielkości kryzysu subprime, jednak sieć powiązań jest na tyle silna, by iskra mogła wywołać efekt domina.

Języczkiem u wagi rozchwianej europejskiej stabilności jawią się Austria i Szwajcaria. W obu przypadkach prorocy Apokalipsy upatrują niebezpieczeństwo powtórki scenariusza islandzkiego.

National Data on Banking Sector AUSTRIA
Number and Size of Credit Institutions Number 870
Total Assets (bn EUR) EUR 841.5 bn
Total Assets per GDP 310.7%
Number and Size of Foreign Credit Institutions From EEA Countries Number of Subsidiaries 49
Total Assets of Subsidiaries EUR 177.2 bn
Number of Branches 26
Total Assets of Branches EUR 10.9 bn
From Third Countries Number of Subsidiaries 43
Total Assets of Subsidiaries EUR 82.5 bn
Number of Branches 1
Total Assets of Branches EUR 0.06 bn
Total Capital and Risk Weighted Assets of Credit Institutions Total Tier I Capital as % of Total Capital 72.97%
Total Tier II Capital as % of Total Capital 29.29%
Total Risk Weighted Assets EUR 436.5 bn
Total Capital Adequacy Ratio 17.09%
Number and Size of Investment Firms Number of Investment Firms 29
Total Assets of Investment Firms EUR 0.5 bn
Total Asstes of Investment Firms per GDP 0.2 %

Stan na koniec 2007 roku

Powyżej Austria w pigułce.

Obecne oceny: 246 mld USD austriackie banki pożyczyły krajom Europy Środkowo-Wschodniej. Czarne chmury nad Raiffeisenem mającym silne zaangażowanie na Węgrzech i Ukrainie. Inwestorzy, niczym u bookmachera obstawiają bankructwo Austrii windując notowania CDS-ów papierów skarbowych kraju do niespotykanych dotąd poziomów.

Wszystkich zastanawia Szwajcaria - 60 proc. polskiego długu hipotecznego w CHF, podobny odsetek na Węgrzech. Ponadto Szwajcarzy zaczęli sprzedawać dolary /SNB USD bills sprzedawane na aukcjach od połowy lutego/…

Łotwa, Węgry, Ukraina… pora na Austrię? Wydaje się niemożliwe… Wszystko chyba jednak zależy od tego, jak mocno tsunami przetoczy się przez Europę Środkowo-Wschodnią. Uzależnieni od BIZ /bezpośrednich inwestycji zagranicznych/ będziemy musieli radzić sobie jedynie siłą popytu wewnętrznego (strumień bowiem ma wyschnąć - z 254 mld usd w 2008 do 30 mld w 2009) w całym regionie. I tu Polska wydaje się na najbardziej korzystnej pozycji.

Tyle - krótszego wpisu po niezapowiedzianej, niespodziewanej i prawdopodobnie niepowtarzalnej już przerwie. Stopniowo rytm blogowy będzie korygowany, usprawniany i co najważniejsze systematyczny. Tymczasem zostawiam czytelników z problemem austriackim w tle: