Notowanie rzeczywiste

Żonglerka reliktami socjalizmu

  • środa stycznia 14,2009 08:54 przed południem
  • By admin
  • In Uncategorized

Przez kilka ostatnich dni na krajowym podwórku jesteśmy świadkami jakże fascynującej debaty dotyczącej wykorzystania środków unijnych. Od razu na wstępie zaznaczę, że nie będzie odniesień semantycznych… Z lubością podkreślę tylko niby “oczywistą oczywistość”, że akurat język ciętej riposty w dyskursie publicznym jest niezbędny, by jakaś kwestia ujrzała światło dzienne. Zatem nie uprawiajmy dulszczyzny wystawiając pod pręgierz wątpliwy kręgosłup moralny różnych polityków. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. A przy okazji dziwi mnie, dlaczego organizacje feministyczne nie gloryfikują faktu, że poszerza się areał równouprawnienia w Polsce… Szklany sufit i lepka podłoga rozbijane są dosadnym aparatem pojęciowym - już nie ma “nie przepuszczamy w drzwiach polityka, bo kobieta”, a raczej: “łamiemy szpilki, jak w pamiętnej reklamie dropsów Mentos” /aż kusi mnie by posiłkować się w tym momencie zgrabnym wrzutem filmowym, ale wejście w kolejną dygresję może już być zabójcze dla całego tematu…/

A zatem fundusze unijne… Podkreślę, że nie będzie żadnych cyferek, a przynajmniej wolą autora jest ograniczenie ich do absolutnego minimum. Żonglerka liczbami na naszych oczach w ostatnich dniach była tak akrobatyczna, że nawet one przestały w sposób merytorycznie trafny opisywać rzeczywistość. Skupiłbym się raczej na samej istocie funduszy.
Szczerze mówiąc z niedowierzaniem i mocnym zdziwieniem obserwuję debatę - jak podnieść wykorzystanie środków, ile już zostało wydatkowanych z nowego budżetu itp. itd. Panie i Panowie :) po pierwsze - powinną być rzeczą powszechnie wiadomą, że u progu nowego budżetu unijnego /mówimy o tym na lata 2007-2013/ absorpcja jest co do zasady zdecydowanie niższa - środki idą głównie na kwestie techniczne. Największe wykorzystanie przypada na lata ostatnie - i wtedy możemy być spokojni o rekordowe osiągnięcia. Ale od razu dodajmy, nie tyle rządów, ile zaradnych naszych krajan. Nie napiszę przedsiębiorczych, bo akurat w wypadku funduszy unijnych oba pojęcia nie są synonimiczne. Faktem jest, że kolejna koalicja rządowa będzie mogła fetować rewelacyjne wyniki w tym zakresie i wywiesić to na sztandary…
Zaś same fundusze wzbudzają we mnie mieszane uczucia. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć w pewnym sensie środki na restrukturyzację zacofanych regionów, choć pewnie jak w każdym wypadku reguły ich przyznawania cechuje znaczna dowolność i arbitralność decyzji urzędniczych. Jednak pozostałe pieniądze wydawane drogą decyzji administracyjnych to psucie rynku. Nie wiem, czy w UE takie pojęcia jak RYZYKO, INNOWACJA, PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ posiadają jeszcze pierwotny sens. Faktem jest, że pozostałe regiony świata systematycznie Unii uciekają. No może teraz rodzi się szansa, bo Stany wprowadzać będą New Deal II :)
Dawno temu miało miejsce zjednoczenie Niemiec. Za pośrednictwem rządu w Bonn, a także z Brukseli do wschodnich landów popłynęły ogromne środki na odbudowę zniszczonej centralnym planowaniem gospodarki. Fascynuje mnie fakt, że centralne planowanie można naprawić odgórnym strumieniem pieniężnym. Efekt? Chyba wszyscy znają…
Tam, gdzie nie ma RYZYKA /celowo pisane z capsem/ nie ma mowy o sukcesie w zakresie ekonomicznym. Wpadając w patos, on jest jak nawóz, który użyźnia glebę. Naturalny cykl rynkowy można i chyba jednak powinno się łagodzić, ale raczej implementując reguły gry, budując stabilne otoczenie instytucjonalne, zaszczepiając zasady społeczeństwa obywatelskiego, a nie wtłaczając społeczeństwo w tryby socjalistycznego myślenia, jak stanąć w szranki o względy PAŃSTWA. Przypomina to francuski Wersal za czasów Króla-Słońce…
Pytanie zasadnicze, czemu gospodarka europejska wkroczyła na ścieżkę szybkiego wzrostu dopiero wówczas, gdy zdjęto odium z tak krytykowanej w Średniowieczu lichwy, gdy pojawiły się pierwsze giełdy papierów wartościowych /Antwerpia, ale bardziej w późniejszym okresie Amsterdam i Londyn/? Pojawił się pęd do innowacji i konkurencji. Inna droga prowadzi jedynie do ekonomicznego samobójstwa…


2 Comments

  • Ronin pisze:

    Hmm ciekawe spostrzeżenia, rozumiem że dotacje które “piętnujesz” to te skierowane do Kowalskiego chcącego otworzyć zakład ślusarski nie zaś dotacje unijne na inwestycje w infrastrukturę. Czy może wszystkie dotacje są złe. Jeśli wszystkie to oczywiście UE straciła by jeden z czynników mocno ja spajających i według mnie w takim stanie nie powinna absolutnie istnieć. Jednakże wracając do dość interesującej kwestii jaka poruszyłeś a mianowicie konkurencyjności europejskiej gospodarki względem głównie USA, to wypada powiedzieć tylko iż kapitalizm amerykański górą nad przesączonym socjalizmem “kapitalizmem” europejskim. Zgadzam się z tym że co piszesz iż to oddolne inicjatywy kształtują innowacyjność i siłę gospodarki. Europejski sposób stymulacji gospodarki jak i sam projekt strategi Lizbońskiej wziął w łeb ale chyba niezbyt do siebie wzięli tą porażkę nasi europejscy dysydenci.

  • Globalizacja.XMC.pl Wyzwania Polityka…

    Kyudo jest wspomnieniem najstarszej z japońskich sztuk walki. Zawarte w nim relikty magii i mistyki ściśle splatają się z konkretami procesu nauczania. Tak samo splecione są ze sobą funkcje widowiskowe, bojowe i samoreali- zacyjne. Jak każdy z …


Leave a reply


XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>